Internet - śmietnik czy sezam kultury?
Edwin Bendyk

Internet - śmietnik czy sezam kultury?

Odpowiedź na tak postawione pytanie zależy głównie od osobistych doświadczeń i przekonań. Postaram się pokazać, że Internet może być co najmniej sezamem, że jest zupełnie nowym jakościowo medium, nie mającym analogii wśród znanych dotychczas technik komunikowania się. Wielki potencjał Internetu może uruchomić każdy, pod warunkiem, że wie, jak to uczynić. Kto zainwestuje nieco wysiłku, znajdzie klucz do wrót sezamu. Kto oczekuje, że Sieć będzie automatem do czynienia cudów, utonie w śmietniku zbędnych informacji.

Wymownym przykładem śmietnikowej interpretacji Internetu jest artykuł Mózg w malinach. Ukazał się on w 2000r. w tygodniku "Polityka", czasopiśmie, w którym mam wielką przyjemność pracować. Autor tekstu przekonuje czytelników, że Internet realizuje anarchistyczny model wydawniczy, w którym każdy może łatwo i tanio publikować co chce i kiedy chce. W efekcie powstają olbrzymie ilości tandetnych treści, z każdego kąta wylewa się pornografia, a w tym śmietniku nie sposób znaleźć żadnej użytecznej informacji, choćby odpowiedzi na pytanie, ile waży elektron.

Pierwsze spostrzeżenie jest nawet trafne - zgadzam się, że Internet jest medium potencjalnie anarchistycznym. Jednak cała reszta wywodu jest wielkim nieporozumieniem. W Sieci mamy dziesiątki milionów witryn, z których zdecydowana większość nie przedstawia żadnej wartości. Nie oznacza to, że jesteśmy skazani na obcowanie wyłącznie z takim chłamem. Jeśli wiemy, jak się w internetowym gąszczu poruszać, szybko trafimy na treści wartościowe a niedostępne w innych mediach. Przy okazji wychodzi nietrafność metafory śmietnikowej, sugerującej, że po to, by dotrzeć do celu, internauta musi przekopywać się przez stosy brudu. Sprawny internauta trafia do celu szybko, brud zostawiając sfrustrowanym "beginerom", takim jak autor wspomnianego tekstu.

Hipertekstowość, interaktywność, komunikacyjność

Przed wykazaniem słuszności powyższego twierdzenia warto uporządkować terminologię. O wyjątkowości Internetu decydują trzy cechy tego medium, wskazane wyraźnie przez Dericka de Kerckhove'a w Inteligencji otwartej. Otóż Internet (czy w ogóle sieci teleinformatyczne) charakteryzuje się hipertekstowością, interaktywnością i komunikacyjnością. Hipertekstowość oznacza, że treści dostępne w różnych rozsianych po całym świecie bazach danych połączone są systemem aktywnych odnośników. W efekcie powstaje ogromna, globalna biblioteka. Interaktywność to nic innego, jak możliwość bezpośredniego wpływania na treść. W Internecie nie jesteśmy, tak jak w przypadku telewizji, skazani wyłącznie na obrazki serwowane przez nadawców. W sieci możemy je nie tylko wybierać, ale również tworzyć własne. Komunikacyjność to możliwość porozumiewania się z innymi użytkownikami sieci. Najistotniejsze jest to, że w Internecie opisane trzy atrybuty występują jednocześnie. Gdyby Internet był tylko komunikacyjny, nie różniłby się od telegrafu. Gdyby był tylko hipertekstowy, przypominałby obszerną bibliotekę. Gdy jednak połączymy wszystkie cechy, otrzymamy medium wielowymiarowe, o wyraźnie wyróżniającej się składowej pionowej i poziomej.

Pionowy wektor Internetu oznacza jego zdolności do gromadzenia treści, jego funkcję akumulacyjną. Wektor poziomy wiąże się z aspektem komunikacyjnym. Podczas aktów komunikacji powstaje nowa treść, która odkłada się kolejnymi słojami, powiększając zasoby globalnej sieci. Składowa pozioma i pionowa oddziałują między sobą, czyniąc z Internetu medium dynamiczne, żywe, nawet nieokiełznane, a przez to dla wielu tajemnicze, więc groźne.

Fałszywe stereotypy

Zdemaskujmy kilka nieprawdziwych stereotypów. Na przykład, że w Internecie nie sposób odróżnić treści wartościowych od chłamu. To prawda, że równie łatwo dotrzeć do witryny szarlatanów, którzy rozsiewają nieprawdziwe informacje, jak i do witryny Biblioteki Kongresu Stanów Zjednoczonych, gdzie jakość informacji gwarantuje powaga instytucji. Tak więc choć każdy może w Internecie publikować, to nie każdą informację powinniśmy czytać. Przy wyborze książek kierujemy się znajomością autora, rekomendacjami recenzentów, instytucjonalnymi afiliacjami. Podobnie powinniśmy zachowywać się w Internecie.

Możemy mieć pewność, że witryna Watykanu jest dobrym miejscem, by znaleźć źródłowe materiały dotyczące nauki społecznej Kościoła, a witryna FBI, by poznać listę najgroźniejszych przestępców. Tylko zupełny nowicjusz lub analfabeta będzie szukał podobnych wiadomości w miejscach firmowanych przez nieznane osoby lub instytucje. Umiejętność krytycznej analizy źródeł obowiązuje tak samo w świecie realnym, jak w cyberprzestrzeni.

Ta sama zasada jest dobrą odpowiedzią na inną obawę: że treść w Internecie jest nietrwała, bo nie wiąże jej żaden "materialny" czynnik. Znowu błąd w założeniach: gwarancją trwałości informacji internetowej są, tak jak w przypadku jakości, instytucje. Przysłowiowy Kowalski może założyć dziś witrynę, która po miesiącu przestanie istnieć. Biblioteka Kongresu będzie istnieć jeszcze bardzo długo, a tym samym i jej zasoby internetowe.

McDonald's czy bar mleczny?

Jeszcze inna obawa wynika ze statystycznej konstatacji, że zdecydowana większość zasobów Sieci jest angielskojęzyczna, przez co Internet staje się narzędziem wynarodowienia, macdolnaldyzacji itp. Trudno o błędniejsze przekonanie. To fakt, że większość witryn operuje językiem angielskim. Ale i tak zostają jeszcze miliony innych miejsc, gdzie królują języki narodowe. Dla wielu mniej ekspansywnych a ciekawych kultur Internet stał się wręcz szansą na globalną prezentację. Kto umie szukać, znajdzie perełki.

Oto przykład. Andy Warhol, ikona kultury pop, kojarzy się wszystkim ze Stanami Zjednoczonymi. Tam się urodził i tworzył. Jeśli wpiszemy w okienku wyszukiwarki hasło Warhol, otrzymamy dziesiątki angielskojęzycznych stron poświęconych temu artyście. Gdy jednak ograniczymy wyszukiwanie do języka słowackiego, to nagle odkryjemy zupełnie inną rzeczywistość związaną z Warholem, a właściwie Andrijem Warholą. Okaże się, że w Medzilaborcach stoi wielkie muzeum poświęcone rusińskiej rodzinie Warholów, która pochodziła z pobliskiej wsi Mikova. Dowiemy się wielu innych ciekawych szczegółów, które mogą pomóc w lepszym zrozumieniu fenomenu Andy'ego (np. relacje między jego sztuką a malarstwem ikonowym).

Internet bardziej niż McDonalda przypomina mi mityczną Bukowinę, obszar w którym żyło z sobą wiele kultur a dzieci w szkole mówiły pięcioma językami: po polsku, ukraińsku, rumuńsku, niemiecku, żydowsku. To bogactwo otwiera się przed każdym, kto zainwestuje, by poznać gramatykę Internetu i języki innych kultur. Dociekliwy interesujący się problematyką środkowoeuropejską może dziś za pomocą Internetu przeprowadzić codziennie prasówkę, podczas której przeczyta najważniejsze artykuły z głównych tytułów prasy rosyjskiej, ukraińskiej, słowackiej, węgierskiej, rumuńskiej. Leniwy zadowoli się angielskojęzycznym McDonaldem.

Potyczki w przestrzeni symbolicznej

Jest więc Internet raczej tyglem, w którym kultury się spotykają, tu, dzięki właściwościom komunikacyjnym tego medium, następuje ich konfrontacja. Jest to jednak "starcie" w przestrzeni symbolicznej, nie musi mieć (choć jak najbardziej może) charakteru wyniszczającego. Dialogu może być wzbogacający dla wszystkich uczestników. Przekonanie to wzmacniam analizami pochodzącymi z dwóch odległych od siebie źródeł. Lwowski filozof i publicysta Stepan Wowkanycz stworzył koncepcję mobilności duchowo-informacyjnej jako cechy najistotniejszej dla określenia żywotności kultury. Na mobilność tę składają się dwa czynniki: poziomy i pionowy. Pionowy, to cała tradycja kulturowa. Poziomy, to współczesny dialog, polegający na konfrontacji aktualnie produkowanych idei, dzieł, prac naukowych z analogami z innych obszarów kulturowych. Wynikiem starcia może być zarówno efekt dominacji, jak i wzajemnego wzbogacenia. Gdy kultura jest żywotna i silna, w konfrontacji nie straci. Kultura zamknięta, ułomna, anachroniczna musi ulec.

Podobną koncepcję głosi John Arquilla, czołowy doradca amerykańskiej RAND Corp. w dziedzinie infowojny, a więc właśnie konfrontacji w przestrzeni symbolicznej. Nawiązując do myśli Pierre'a Teilharda de Chardin, stworzył on koncepcję "noopolityki". Zdaniem Arquilli wyniki konfrontacji w przestrzeni symbolicznej (analog przestrzeni duchowo-informacyjnej Wowkanycza) mają coraz większe znaczenie dla rzeczywistych wyników konfrontacji różnych kultur.
Oczywiście, w analizach nie można pominąć problemu internetowych patologii: obecności treści pornograficznych, pedofilskich, ksenofobicznych. Jest ich w tym medium pod dostatkiem. Ale niesprawiedliwe jest dopatrywanie się szczególnej szkodliwości Internetu w tym zakresie. Witryny pornograficzne lub faszystowskie same na ekranie komputera się nie pojawiają. Żeby z nich korzystać, trzeba tego chcieć, trzeba wykazać się aktywnością, dokonać świadomego wyboru. W świecie rzeczywistym takiej szansy nie mam. Stragany z antysemickimi publikacjami atakują mnie, gdy przechodzę obok kościoła, pornografia wyziera z witryn kiosków. Atakowanie Internetu jako narzędzia szatana to odwracanie uwagi do prawdziwych problemów, to wyraz kulturowego fundamentalizmu, przejawiającego się w obawie przed czymś nowym, z natury swej otwartym, nad czym trudno, jak nad samym życiem, zapanować.

Internet to znacznie więcej niż tylko Sezam. Ta metafora jest zbyt statyczna, pasywna, podkreśla tylko jedną składową. Sądzę, że znacznie lepiej oddaje istotę tego medium metafora klasycznego bazaru, takiego, jaki od setek lat istnieje np. w Samarkandzie. Na bazarze nie tylko się handluje. To także miejsce spotkań, gdzie przychodził mędrzec Awicenna i kpiarz Hodża Nasredin. Na bazarze się plotkuje, kłóci, a gdzieś w zaułku nawet chwyta za bary. Dla nieobeznanego z "ekologią" bazaru obserwatora z zewnątrz miejsce takie wydaje się czystym chaosem. Obserwatorowi wnikliwemu bazar odsłania bogactwo relacji, znaczeń, treści. Bazar, jak Internet, jest samym życiem.

Pożytki z technologii

Analizując medialny i treściowy wymiar Internetu nie powinniśmy zapominać o technice. Metody korzystania z Sieci zależą nie tylko od umiejętności użytkownika, ale w również w dużym stopniu od techniki. Jednym z kierunków rozwoju Internetu jest tzw. sieć semantyczna (semantic web). Każdy, kto korzysta ze współczesnych wyszukiwarek wie, że są one bezmyślne. Wyrzucają odpowiedzi bez analizy kontekstu wynikającego z pytania. Sieć semantyczna ma być obdarzona czymś w rodzaju inteligencji. Odpowiedni system indeksowania treści i jej informatycznej reprezentacji ma doprowadzić do tego, że komputer umiał odróżnić, czy pytającemu o "króla" chodzi o nazwisko, głowę państwa czy też zwierzę. W rezultacie pula odpowiedzi będzie zawężona.

Innym kierunkiem obdarzania sieci inteligencją jest opracowywanie tzw. botów, specjalnych programów realizujących za internautę określone zadania. Np. istnieją boty zajmujące się wyszukiwaniem najtańszych ofert. W przyszłości Internet ma być tak sprytny, że sam będzie załatwiał np. zmianę rezerwacji hotelu, gdy spóźni się samolot.

Intensywnie poszukuje się nowych sposobów prezentacji treści. Trwają prace nad wzbogaceniem interfejsu o dodatkowy, trzeci wymiar. Trójwymiarowe przeglądarki i wyszukiwarki w bardziej plastyczny sposób będą organizować treść, a przestrzenne odniesienia na pewno ułatwią poruszanie się po informacyjnym gąszczu. Spodziewać się również można wzbogacenia komputerów i sieci o dodatkowe zmysły: słuchu, dotyku. To już tylko kwestia czasu, kiedy będziemy wydawać polecenia komputerom głosem, a już w tej chwili istnieją "myszy", które przez odpowiednie drgania oddziałują na zmysł dotyku (łatwo sobie wyobrazić znaczenie tego wynalazku podczas wirtualnych zakupów, kiedy niezwykle ważna jest np. faktura materiału).

Internet będzie niewątpliwie coraz przyjaźniejszy, kryjąca się w nim technika ułatwi życie nawet niedoświadczonym "beginerom". Nie spodziewajmy się jednak cudów. Żeby wydobyć z Sieci jej prawdziwe bogactwo, trzeba wiele zainwestować. Tak samo jak podczas podróży w rzeczywistym świecie, w którym możemy jeździć do różnych krajów, ale mieszkać w hotelach sieci Marriott, jeść w restauracjach McDonald's i mówić tylko po angielsku. Uznamy wówczas, że świat się zamerykanizował. Otwierając się na lokalne kultury i podejmując trud ich zrozumienia, dojdziemy do innych wniosków. Tak samo jest w cyberprzestrzeni.


Merytoryczny program konwersatorium przygotował prof. Kazimierz Krzysztofek
(Instytut Kultury, Warszawa)

Kurator Konwersatorium: Grzegorz Borkowski, CSW,
borkowski@csw.art.pl, tel. 628 12 71 wew. 123
Program realizowany dzięki wsparciu Komitetu Badań Naukowych

--------------------------------------------------------------------
Centrum Sztuki Współczesnej, Zamek Ujazdowski
Al.Ujazdowskie 6, 00-461 Warszawa, Polska
tel: (48 22) 628 12 71-3, (48 22) 628 76 83 ; fax: (48 22) 628 95 50
e-mail:csw@csw-cca.pl