|
Internet - śmietnik czy sezam kultury?
Odpowiedź na tak postawione pytanie zależy głównie od osobistych
doświadczeń i przekonań. Postaram się pokazać, że Internet może
być co najmniej sezamem, że jest zupełnie nowym jakościowo medium,
nie mającym analogii wśród znanych dotychczas technik komunikowania
się. Wielki potencjał Internetu może uruchomić każdy, pod warunkiem,
że wie, jak to uczynić. Kto zainwestuje nieco wysiłku, znajdzie
klucz do wrót sezamu. Kto oczekuje, że Sieć będzie automatem do
czynienia cudów, utonie w śmietniku zbędnych informacji.
Wymownym przykładem śmietnikowej interpretacji Internetu jest
artykuł Mózg w malinach. Ukazał się on w 2000r. w tygodniku "Polityka",
czasopiśmie, w którym mam wielką przyjemność pracować. Autor tekstu
przekonuje czytelników, że Internet realizuje anarchistyczny model
wydawniczy, w którym każdy może łatwo i tanio publikować co chce
i kiedy chce. W efekcie powstają olbrzymie ilości tandetnych treści,
z każdego kąta wylewa się pornografia, a w tym śmietniku nie sposób
znaleźć żadnej użytecznej informacji, choćby odpowiedzi na pytanie,
ile waży elektron.
Pierwsze spostrzeżenie jest nawet trafne - zgadzam się, że Internet
jest medium potencjalnie anarchistycznym. Jednak cała reszta wywodu
jest wielkim nieporozumieniem. W Sieci mamy dziesiątki milionów
witryn, z których zdecydowana większość nie przedstawia żadnej wartości.
Nie oznacza to, że jesteśmy skazani na obcowanie wyłącznie z takim
chłamem. Jeśli wiemy, jak się w internetowym gąszczu poruszać, szybko
trafimy na treści wartościowe a niedostępne w innych mediach. Przy
okazji wychodzi nietrafność metafory śmietnikowej, sugerującej,
że po to, by dotrzeć do celu, internauta musi przekopywać się przez
stosy brudu. Sprawny internauta trafia do celu szybko, brud zostawiając
sfrustrowanym "beginerom", takim jak autor wspomnianego
tekstu.
Hipertekstowość, interaktywność, komunikacyjność
Przed wykazaniem słuszności powyższego twierdzenia warto uporządkować
terminologię. O wyjątkowości Internetu decydują trzy cechy tego
medium, wskazane wyraźnie przez Dericka de Kerckhove'a w Inteligencji
otwartej. Otóż Internet (czy w ogóle sieci teleinformatyczne) charakteryzuje
się hipertekstowością, interaktywnością i komunikacyjnością. Hipertekstowość
oznacza, że treści dostępne w różnych rozsianych po całym świecie
bazach danych połączone są systemem aktywnych odnośników. W efekcie
powstaje ogromna, globalna biblioteka. Interaktywność to nic innego,
jak możliwość bezpośredniego wpływania na treść. W Internecie nie
jesteśmy, tak jak w przypadku telewizji, skazani wyłącznie na obrazki
serwowane przez nadawców. W sieci możemy je nie tylko wybierać,
ale również tworzyć własne. Komunikacyjność to możliwość porozumiewania
się z innymi użytkownikami sieci. Najistotniejsze jest to, że w
Internecie opisane trzy atrybuty występują jednocześnie. Gdyby Internet
był tylko komunikacyjny, nie różniłby się od telegrafu. Gdyby był
tylko hipertekstowy, przypominałby obszerną bibliotekę. Gdy jednak
połączymy wszystkie cechy, otrzymamy medium wielowymiarowe, o wyraźnie
wyróżniającej się składowej pionowej i poziomej. Pionowy wektor
Internetu oznacza jego zdolności do gromadzenia treści, jego funkcję
akumulacyjną. Wektor poziomy wiąże się z aspektem komunikacyjnym.
Podczas aktów komunikacji powstaje nowa treść, która odkłada się
kolejnymi słojami, powiększając zasoby globalnej sieci. Składowa
pozioma i pionowa oddziałują między sobą, czyniąc z Internetu medium
dynamiczne, żywe, nawet nieokiełznane, a przez to dla wielu tajemnicze,
więc groźne.
Fałszywe stereotypy
Zdemaskujmy kilka nieprawdziwych stereotypów. Na przykład, że w
Internecie nie sposób odróżnić treści wartościowych od chłamu. To
prawda, że równie łatwo dotrzeć do witryny szarlatanów, którzy rozsiewają
nieprawdziwe informacje, jak i do witryny Biblioteki Kongresu Stanów
Zjednoczonych, gdzie jakość informacji gwarantuje powaga instytucji.
Tak więc choć każdy może w Internecie publikować, to nie każdą informację
powinniśmy czytać. Przy wyborze książek kierujemy się znajomością
autora, rekomendacjami recenzentów, instytucjonalnymi afiliacjami.
Podobnie powinniśmy zachowywać się w Internecie.
Możemy mieć pewność, że witryna Watykanu jest dobrym miejscem, by
znaleźć źródłowe materiały dotyczące nauki społecznej Kościoła,
a witryna FBI, by poznać listę najgroźniejszych przestępców. Tylko
zupełny nowicjusz lub analfabeta będzie szukał podobnych wiadomości
w miejscach firmowanych przez nieznane osoby lub instytucje. Umiejętność
krytycznej analizy źródeł obowiązuje tak samo w świecie realnym,
jak w cyberprzestrzeni.
Ta sama zasada jest dobrą odpowiedzią na inną obawę: że treść w
Internecie jest nietrwała, bo nie wiąże jej żaden "materialny"
czynnik. Znowu błąd w założeniach: gwarancją trwałości informacji
internetowej są, tak jak w przypadku jakości, instytucje. Przysłowiowy
Kowalski może założyć dziś witrynę, która po miesiącu przestanie
istnieć. Biblioteka Kongresu będzie istnieć jeszcze bardzo długo,
a tym samym i jej zasoby internetowe.
McDonald's czy bar mleczny?
Jeszcze inna obawa wynika ze statystycznej konstatacji, że zdecydowana
większość zasobów Sieci jest angielskojęzyczna, przez co Internet
staje się narzędziem wynarodowienia, macdolnaldyzacji itp. Trudno
o błędniejsze przekonanie. To fakt, że większość witryn operuje
językiem angielskim. Ale i tak zostają jeszcze miliony innych miejsc,
gdzie królują języki narodowe. Dla wielu mniej ekspansywnych a ciekawych
kultur Internet stał się wręcz szansą na globalną prezentację. Kto
umie szukać, znajdzie perełki.
Oto przykład. Andy Warhol, ikona kultury pop, kojarzy się wszystkim
ze Stanami Zjednoczonymi. Tam się urodził i tworzył. Jeśli wpiszemy
w okienku wyszukiwarki hasło Warhol, otrzymamy dziesiątki angielskojęzycznych
stron poświęconych temu artyście. Gdy jednak ograniczymy wyszukiwanie
do języka słowackiego, to nagle odkryjemy zupełnie inną rzeczywistość
związaną z Warholem, a właściwie Andrijem Warholą. Okaże się, że
w Medzilaborcach stoi wielkie muzeum poświęcone rusińskiej rodzinie
Warholów, która pochodziła z pobliskiej wsi Mikova. Dowiemy się
wielu innych ciekawych szczegółów, które mogą pomóc w lepszym zrozumieniu
fenomenu Andy'ego (np. relacje między jego sztuką a malarstwem ikonowym).
Internet bardziej niż McDonalda przypomina mi mityczną Bukowinę,
obszar w którym żyło z sobą wiele kultur a dzieci w szkole mówiły
pięcioma językami: po polsku, ukraińsku, rumuńsku, niemiecku, żydowsku.
To bogactwo otwiera się przed każdym, kto zainwestuje, by poznać
gramatykę Internetu i języki innych kultur. Dociekliwy interesujący
się problematyką środkowoeuropejską może dziś za pomocą Internetu
przeprowadzić codziennie prasówkę, podczas której przeczyta najważniejsze
artykuły z głównych tytułów prasy rosyjskiej, ukraińskiej, słowackiej,
węgierskiej, rumuńskiej. Leniwy zadowoli się angielskojęzycznym
McDonaldem.
Potyczki w przestrzeni symbolicznej
Jest więc Internet raczej tyglem, w którym kultury się spotykają,
tu, dzięki właściwościom komunikacyjnym tego medium, następuje ich
konfrontacja. Jest to jednak "starcie" w przestrzeni symbolicznej,
nie musi mieć (choć jak najbardziej może) charakteru wyniszczającego.
Dialogu może być wzbogacający dla wszystkich uczestników. Przekonanie
to wzmacniam analizami pochodzącymi z dwóch odległych od siebie
źródeł. Lwowski filozof i publicysta Stepan Wowkanycz stworzył koncepcję
mobilności duchowo-informacyjnej jako cechy najistotniejszej dla
określenia żywotności kultury. Na mobilność tę składają się dwa
czynniki: poziomy i pionowy. Pionowy, to cała tradycja kulturowa.
Poziomy, to współczesny dialog, polegający na konfrontacji aktualnie
produkowanych idei, dzieł, prac naukowych z analogami z innych obszarów
kulturowych. Wynikiem starcia może być zarówno efekt dominacji,
jak i wzajemnego wzbogacenia. Gdy kultura jest żywotna i silna,
w konfrontacji nie straci. Kultura zamknięta, ułomna, anachroniczna
musi ulec.
Podobną koncepcję głosi John Arquilla, czołowy doradca amerykańskiej
RAND Corp. w dziedzinie infowojny, a więc właśnie konfrontacji w
przestrzeni symbolicznej. Nawiązując do myśli Pierre'a Teilharda
de Chardin, stworzył on koncepcję "noopolityki". Zdaniem
Arquilli wyniki konfrontacji w przestrzeni symbolicznej (analog
przestrzeni duchowo-informacyjnej Wowkanycza) mają coraz większe
znaczenie dla rzeczywistych wyników konfrontacji różnych kultur.
Oczywiście, w analizach nie można pominąć problemu internetowych
patologii: obecności treści pornograficznych, pedofilskich, ksenofobicznych.
Jest ich w tym medium pod dostatkiem. Ale niesprawiedliwe jest dopatrywanie
się szczególnej szkodliwości Internetu w tym zakresie. Witryny pornograficzne
lub faszystowskie same na ekranie komputera się nie pojawiają. Żeby
z nich korzystać, trzeba tego chcieć, trzeba wykazać się aktywnością,
dokonać świadomego wyboru. W świecie rzeczywistym takiej szansy
nie mam. Stragany z antysemickimi publikacjami atakują mnie, gdy
przechodzę obok kościoła, pornografia wyziera z witryn kiosków.
Atakowanie Internetu jako narzędzia szatana to odwracanie uwagi
do prawdziwych problemów, to wyraz kulturowego fundamentalizmu,
przejawiającego się w obawie przed czymś nowym, z natury swej otwartym,
nad czym trudno, jak nad samym życiem, zapanować.
Internet to znacznie więcej niż tylko Sezam. Ta metafora jest zbyt
statyczna, pasywna, podkreśla tylko jedną składową. Sądzę, że znacznie
lepiej oddaje istotę tego medium metafora klasycznego bazaru, takiego,
jaki od setek lat istnieje np. w Samarkandzie. Na bazarze nie tylko
się handluje. To także miejsce spotkań, gdzie przychodził mędrzec
Awicenna i kpiarz Hodża Nasredin. Na bazarze się plotkuje, kłóci,
a gdzieś w zaułku nawet chwyta za bary. Dla nieobeznanego z "ekologią"
bazaru obserwatora z zewnątrz miejsce takie wydaje się czystym chaosem.
Obserwatorowi wnikliwemu bazar odsłania bogactwo relacji, znaczeń,
treści. Bazar, jak Internet, jest samym życiem.
Pożytki z technologii
Analizując medialny i treściowy wymiar Internetu nie powinniśmy
zapominać o technice. Metody korzystania z Sieci zależą nie tylko
od umiejętności użytkownika, ale w również w dużym stopniu od techniki.
Jednym z kierunków rozwoju Internetu jest tzw. sieć semantyczna
(semantic web). Każdy, kto korzysta ze współczesnych wyszukiwarek
wie, że są one bezmyślne. Wyrzucają odpowiedzi bez analizy kontekstu
wynikającego z pytania. Sieć semantyczna ma być obdarzona czymś
w rodzaju inteligencji. Odpowiedni system indeksowania treści i
jej informatycznej reprezentacji ma doprowadzić do tego, że komputer
umiał odróżnić, czy pytającemu o "króla" chodzi o nazwisko,
głowę państwa czy też zwierzę. W rezultacie pula odpowiedzi będzie
zawężona.
Innym kierunkiem obdarzania sieci inteligencją jest opracowywanie
tzw. botów, specjalnych programów realizujących za internautę określone
zadania. Np. istnieją boty zajmujące się wyszukiwaniem najtańszych
ofert. W przyszłości Internet ma być tak sprytny, że sam będzie
załatwiał np. zmianę rezerwacji hotelu, gdy spóźni się samolot.
Intensywnie poszukuje się nowych sposobów prezentacji treści. Trwają
prace nad wzbogaceniem interfejsu o dodatkowy, trzeci wymiar. Trójwymiarowe
przeglądarki i wyszukiwarki w bardziej plastyczny sposób będą organizować
treść, a przestrzenne odniesienia na pewno ułatwią poruszanie się
po informacyjnym gąszczu. Spodziewać się również można wzbogacenia
komputerów i sieci o dodatkowe zmysły: słuchu, dotyku. To już tylko
kwestia czasu, kiedy będziemy wydawać polecenia komputerom głosem,
a już w tej chwili istnieją "myszy", które przez odpowiednie
drgania oddziałują na zmysł dotyku (łatwo sobie wyobrazić znaczenie
tego wynalazku podczas wirtualnych zakupów, kiedy niezwykle ważna
jest np. faktura materiału).
Internet będzie niewątpliwie coraz przyjaźniejszy, kryjąca się w
nim technika ułatwi życie nawet niedoświadczonym "beginerom".
Nie spodziewajmy się jednak cudów. Żeby wydobyć z Sieci jej prawdziwe
bogactwo, trzeba wiele zainwestować. Tak samo jak podczas podróży
w rzeczywistym świecie, w którym możemy jeździć do różnych krajów,
ale mieszkać w hotelach sieci Marriott, jeść w restauracjach McDonald's
i mówić tylko po angielsku. Uznamy wówczas, że świat się zamerykanizował.
Otwierając się na lokalne kultury i podejmując trud ich zrozumienia,
dojdziemy do innych wniosków. Tak samo jest w cyberprzestrzeni.
|